19.02.2016
rolnik

Zdjęcie: fotolia

Czystka w ARiMR opóźnia wypłatę unijnych pieniędzy

Coraz bardziej zdenerwowani rolnicy pytają, kiedy wreszcie dostaną dopłaty za zeszły rok. – Później – odpowiada nowa władza i radzi, by brali kredyt w banku.

Od wejścia do Unii Europejskiej polscy rolnicy dostają dopłaty do każdego uprawianego hektara. W 2015 r. było to średnio ok. 1 tys. zł za hektar. Wnioski rolnicy wypełniają wiosną, a pod koniec roku Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR) zaczyna przelewać pieniądze. I zwykle do końca marca następnego roku wszyscy mają je na kontach, a wielu jeszcze w starym roku – w listopadzie i grudniu.

Tak było od lat. Ale nie tym razem. Dopłaty za rok 2015 nie tylko nie wpłynęły na konta wielu rolników, ale ciągle nie wiadomo, kiedy się to stanie.

Jeszcze w grudniu odpowiedzialny za pracę ARiMR wiceminister rolnictwa Jacek Bogucki przyznał, że nowa władza nie jest w stanie uruchomić wypłacania pieniędzy. Stwierdził, że powodem jest system informatyczny, który został przez poprzedników źle przygotowany i nie funkcjonuje.

Jednocześnie szef Agencji Daniel Obajtek zapowiedział, że dopłaty będą wypłacane w trzech ratach – pierwsza była do końca stycznia, druga ma być na przełomie lutego i marca, a trzecia – na przełomie maja i czerwca. To też nowość.

- To jakiś absurd! – oburza się Cezary Olejniczak, rolnik spod Łowicza i były poseł SLD. – Do tej pory system działał dobrze, bo pieniądze były wypłacane na czas, a teraz nagle nie działa?!

Olejniczak pytał w swoim powiatowym biurze ARiMR, kiedy dostanie pieniądze: – Nikt nie umiał mi powiedzieć, bo sami nie wiedzą. A nie wiedzą, bo powyrzucali z pracy ludzi, którzy za wypłaty odpowiadali.

Nowa władza rzeczywiście ostro zabrała się do czystek kadrowych w Agencji. Minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel szybko wymienił szefa ARiMR, jego zastępców, prezesów oddziałów regionalnych, a następnie dyrektorów. A 4 lutego pracę stracili wszyscy kierownicy biur powiatowych – ponad 300 osób.

Z dnia na dzień biura, które zajmują się wypłacaniem pieniędzy, zostały pozbawione szefów. Minister Jurgiel na spotkaniu 12 lutego z rolnikami we wsi Krzywe na Suwalszczyźnie tłumaczył tę wymianę kierowników ich niekompetencją. – Teraz wstawiamy tam ludzi przygotowanych – zapewniał.

- Nie będę z panią rozmawiał, bo na pewno mój telefon jest na podsłuchu, a mnie brakuje pięć lat do emerytury – mówi ściszonym głosem szeregowy pracownik biura Agencji na Warmii. – Ale to, co się tu dzieje, przeszło moją wyobraźnię. Każdy, kto choć trochę kojarzy się z PSL, natychmiast traci pracę, a na jego miejsce wchodzi sekretarka albo sprzątaczka. Co dzień do biura przychodzi coraz więcej wkurzonych rolników, a my im wciskamy jakiś kit, bo nie wiemy, co mówić.

- Jeszcze wedle starego harmonogramu przygotowanego przez naszą ekipę część rolników dostała zaliczki w listopadzie i grudniu 2015 r. Ale skoro minister Jurgiel zabrał się do porządków i powyrzucał doświadczonych urzędników, a na ich miejsce zatrudnił nowych, to nic dziwnego, że są problemy – mówi Marek Sawicki, były minister rolnictwa z PSL.

Sawicki przyznaje, że system informatyczny wymagał modyfikacji, bo w 2015 r. Unia wprowadziła nowe elementy do płatności obszarowych, np. za zazielenienie. Tyle że podobne zmiany w systemie były już parę razy wprowadzane, ale nie powodowało to opóźnień.

Ustawowy termin zakończenia wypłacania pieniędzy mija 30 czerwca 2016 r. i prawdopodobnie nie zostanie przekroczony. Rolnicy, choć z opóźnieniem, pieniądze dostaną. Tyle że będą one pochodzić z naszego budżetu, a Unia ma 60 dni, by je Polsce zwrócić.

Najpierw przyśle do nas audytorów – robi to co roku – by skontrolowali prawidłowość wypłat. I wtedy mogą być problemy, bo audyt unijny polega m.in. na sprawdzeniu, czy urzędnicy, którzy zajmują się dopłatami, przeszli odpowiednie przeszkolenie, mają zdane egzaminy, doświadczenie. Z tym może być w nowej ekipie problem.

- Ani ja, ani nikt w naszej gminie jeszcze nic nie dostał. A potrzebujemy pieniędzy na wiosenne zasiewy, na kupno nawozów, nasion, środków ochrony roślin – tłumaczy Jerzy Abramczuk z gminy Debrzno w powiecie człuchowskim. Ma ok. 100 ha, co oznacza, że należy mu się ok. 100 tys. zł dopłat.

Na to radę ma wiceminister Bogucki. W radiowej Jedynce rolnikom, którym brakuje gotówki, zaproponował, by wzięli kredyt obrotowy w banku na poczet dopłat, które się im należą. Będą go udzielać banki, które podpiszą stosowną umowę z ARiMR. W tej sprawie rolnik najpóźniej do początku marca ma się zgłosić z wnioskiem do Agencji.

Cały tekst: wyborcza.pl

Poleć tę stronę znajomemu

Twój email:
Twoje imię:
Email znajomego:

Błąd wprowadzonych danych.