Pierwsza polska maszyna do zbioru brokułów. 3,5 godziny na wycięcie róż z hektara

Pierwsza polska maszyna do zbioru brokułów. 3,5 godziny na wycięcie róż z hektara

Instytut Ogrodnictwa w Skierniewicach wspólnie z firmą Mega, stworzył prototyp maszyny do mechanicznego zbioru brokułu. Jesienią 2018 r. przeprowadzono pierwsze próby polowe maszyny. Konstruktorzy wskazują, że w 3,5 godziny można nią wyciąć róże na 1 ha.

- W produkcji ogrodniczej dla przemysłu od prawie 20 lat koszty rosną, a ceny surowca nie aż tak. Więc tylko postępem, pomysłowością i zwiększaniem wydajności utrzymuje się ta produkcja - mówi Henryk Zając, dystrybutor nasion Seminis.
Usprawnień w produkcji brokułu, z których producenci mogą korzystać, jest już sporo. Duże zapotrzebowanie na siłę roboczą jest na etapie zbioru. Aktualnie etap ten zmechanizowano poprzez podajniki taśmowe do zbioru. Oczywiście, różę trzeba wyciąć ręcznie i położyć na taśmę, którą transporter przenosi brokuł na przyczepę, ale jest to już duże usprawnienie i przyspieszenie pracy na plantacji. Kolejną czynnością, w której można skorzystać z pomocy urządzeń, jest różyczkowanie, do którego stosowane są różnego rodzaju szczęki ręczne, szczęki hydrauliczne czy mechaniczne. Są też świdry, jak do różyczkowania kalafiora, jednak nie każdy brokuł się do nich nadaje; są one zbyt delikatne. W Polsce brakuje jednak rodzimych rozwiązań, pozwalających dokonać mechanicznego zbioru róż sprawnie, a przy tym przy rozsądnej cenie maszyny.


Dwurzędowy polski prototyp maszyny do zbioru brokułów

Pierwsza polska maszyna do zbioru brokułów
W Polsce brakuje krajowych maszyn do mechanicznego zbioru brokułu. Jak informował Piotr Dutkowski, menedżer ds. doświadczeń polowych w kalafiorze, brokule, kapuście, jedyna, która pozwala na mechanizację zbioru, jest maszyna firmy Czajkowski, ale tam również niezbędne jest ręczne wycięcie róży, położenie jej na taśmie i dopiero na niej piła rozcina brokuł na różyczki.
W minionym sezonie zaprezentowano kolejne, inne rozwiązanie. Efekt pracy naukowców Instytut Ogrodnictwa w Skierniewicach, przy współpracy z przedstawicielami firmy Mega, to prototyp maszyny do mechanicznego zbioru brokułu, w którym wycinanie róży jest zmechanizowane. 18 października 2018 r. po raz pierwszy wyjechał on na pola Sławomira Kasperka w Bystrzycy pod Lublinem, gdzie oceniano jego działanie w praktyce.


Maszyna ma regulację m.in przednich i tylnych noży tnących oraz wentylatora

Prototyp, na pierwszy rzut oka nie jest bardzo skomplikowaną maszyną. Składa się ona z trzech podstawowych elementów, które pozwalają na wycięcie róży z pola, docięcie głąba na odpowiednią wysokość i obcięcie nadmiaru liści. Jest to maszyna zawieszana na trzypunktowym układzie zawieszenia ciągnika z kołem kopiującym teren. Można w niej regulować wysokość cięcia, dostosowując ją do wysokości roślin brokułu. Do sprawnej pracy maszyny niezbędny jest ciągnik o mocy ok. 80 KM. Do obsługi niezbędni tu będą dwaj pracownicy – operator ciągnika, który obsługuje maszynę do zbioru oraz operator ciągnika z przyczepą, na którą załadowywane będą róże.
- Nasze doświadczenia, które przeprowadzaliśmy w Skierniewicach maszyną jednorzędową, wyszły bardzo dobrze. Zbieraliśmy nią, w zależności od warunków, nawet 100% brokułu w rzędzie – informował dr inż. Paweł Konopacki z Zakładu Agroinżynierii Instytutu Ogrodnictwa w Skierniewicach. Oczywiście, maszyna dwurzędowa z natury rzeczy może zbierać z nieco mniejszą sprawnością. Po pierwsze dlatego, że muszą być w niej wprowadzone węższe elementy robocze, np. szerokość gardzieli, która zbiera róże. Po drugie precyzja sterowani jest tu inna. Przy dwóch rzędach jest to zdecydowanie trudniejsze, bo w jednym rzędzie np. róże będą się kładły, a w drugim nie. Spodziewamy się, że to może obniżyć nam trochę efektywność zbioru, ale to jest koszt wzrostu wydajności całościowej – dodawał naukowiec.
Zastosowane w maszynie rozwiązania mają pozwolić na zbiór brokułów z prędkością powyżej 2 km/h. Czyli przy rozstawie rzędów 70 cm, na 1 hektarze jest ok. 14 km rzędów. Jeżeli przyjąć prędkość zbioru 2 km/godz., to zbiór róż maszyną dwurzędową na 1 hektarze trwałby tylko 3,5 godziny. Taka wydajność maszyny może pozwolić zebrać w ciągu dnia brokuł z 2-3 ha. A to już jest całkiem duża wydajność, która pomogłaby przy tylko dwóch pracownikach zwiększyć tempo pracy i opłacalność produkcji, a do tego areał brokułu, który mógłby być w Polsce uprawiany – informował dr inż. Paweł Konopacki.

Hodowcy nastawione na odmiany do zmechanizowanej produkcji
Kompleksowa mechanizacja zbioru zapewne już wkrótce obserwowana będzie również w produkcji brokuła, dlatego też hodowla w firmie Seminis jest cały czas utrzymywana pod tym kątem – żeby róże były wyżej wyniesione – zaznaczał Piotr Dutkowski. Plantacja, na której przeprowadzano testy polowe prototypu do mechanicznego zbioru brokuła, została obsadzona odmianą Titanium F1.


Róża brokułu Titanium F1

To typowy brokuł jesienny do późnego zbioru, dedykowany dla przemysłu. Roślina ma wysoko uniesioną do góry różę, nie osłoniętą tak szczelnie liśćmi. Dzięki temu jest szybciej osuszana, a więc jej tolerancyjność na choroby bakteryjne jest znacznie większa, niż w przypadku innych odmian. - Dlaczego tę odmianę rekomenduję producentom? Ponieważ u tego mieszańca jest mała róża, a duży głąb. Trwałość jej więc jest większa, bo w głąbie jest magazyn wody. Pomimo, że róża Titanium jest dużo mniejsza od innych, to wagowo jest o wiele cięższa, a przynajmniej o takiej samej wadze. To jest przewaga tej odmiany – ma ona o 25% większy ciężar właściwy róży – podkreśla Henryk Zając.


- Odmiana Titanium wyróżnia się wysokim plonem i dużym uzyskiem różyczki, co zostało potwierdzone i docenione przez producentów – akcentował Piotr Dutkowski. Titanium ładnie się różyczkuje mechanicznie, dlatego że róża jest zbita, zwięzła, twarda i dobrze się dzieli, co przyspiesza ten proces. To też jest krok do oszczędności. Nasze doświadczenia prowadzone w terenie pozwoliły na uzyskanie plonu 15-18 ton/ha a nawet wyższego – dodawał przedstawiciel Seminis.

Trudny sezon 2018
Miniony rok był bardzo specyficzny i trudny pod względem pogody. Była ona całkiem inna, niż w roku 2017. Wielu producentów przyspieszyło sadzenie roślin na zbiory jesienne z obawy na powtórzenie sytuacji z poprzedniego mokrego roku, kiedy nie mogli zebrać plonu. W 2018 roku sytuacja się odwróciła – było wyjątkowo sucho. Nasadzenia czerwcowe wyszły bardzo źle chyba w każdym regionie Polski. Odmiany różnie zareagowały: były rozluźnione róże, przebarwienia, pączki otwierały się. Ale nasadzenia lipcowe i zbiory w połowie września i w październiku były już znacznie lepsze.

Renata Struzik

Zakres dzialalności:

Wiadomości